 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Redaguje
zespół w składzie:
Andrzej Kumor -
redaktor naczelny
kumor@goniec.net
Jerzy Rosa -
redaktor prowadzący
rosa@goniec.net
Magda Angrot
magda@goniec.net
Marek Bućko
bucko@goniec.net
Krzysztof Jaśkielewicz
jaskielewicz@goniec.net
Olimpia Orlewicz
accounting@goniec.net
Daniel Runo
runo@goniec.net
Aleksander Rybczynski
rybczynski@goniec.net
Współpracują:
Emanuel Czyżo * Waldemar Biały * Izabela Embalo * Andrzej Fromm * Marian
Kałuski * Zbigniew Koreywo * Jan Kowalski * Adam Kurzaj * Antoni
Lenkiewicz * Krzysztof Ligęza * Michał Maryniarczyk * Iwo Cyprian Pogonowski
* Bogdan Prażmowski * Jerzy Przystawa * Wojciech Porowski * Maciek Przekorny
* Stanisław Tymiński
***
Prenumerata na terenie Kanady:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
GALERIA "GOŃCA"
prezentuje wzbogacone wieloma
zdjęciami wydarzenia polonijne, które ostatnio miały miejsce na terenie
Wielkiego Toronto
|
41. wystawa Easter Around the World w Toronto
(9 kwietnia 2006)
Święconki w Ratuszu
Tradycyjnie już, w Niedzielę Palmową, w torontońskim Ratuszu odbywa
się wystawa stołów wielkanocnych. W ekspozycji biorą udział te nacje, które
kultywują ten niezwykle malowniczy i smakowity świąteczny rytuał. W tym
roku swe świąteczne stoły prezentowało 15 narodowości zamieszkujących południowe
Ontario.
Choć tradycja wielkanocnego śniadania wynika z chrześcijańskiej
wiary, to na sposób jej obchodzenia duży wpływ mają ludowe zwyczaje. Te
są niezwykle silne u Słowian, dlatego stoły: ukraiński, słowacki czy polski
wyglądały naprawdę imponująco.
Polską ekspozycję od lat przygotowują członkinie Federacji Polek
w Kanadzie Oddział nr 15. Bez ich zaangażowania polski wielkanocny stół
nie budziłby takiego uznania, jakim się cieszył w ostatnią niedzielę. Również
dzięki ofiarności polonijnych wytwórców szynek, kiełbas, różnorakiego rodzaju
pieczywa i ciasta - polska ekspozycja przyciągała oko zwiedzających wystawę.
Na prośbę organizatorek zamieszczamy listę ofiarodawców: The
Butcher Shop, Jo-John, Jasiek's Butcher, Copernicus Meat and Prod., Chicago
Meat and Bakery, Karpaty Pastry and Deli, Podhale Delicatessen, Polcan
Meat, Granowska's Specialites, Flower Parade, La Pegaz Flower Butic, Helth
of Nature at Roncesvalles.
Jerzy Rosa - Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu
1000 pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
"Krowoderskie zuchy" na scenie Polonijnego
Centrum Kultury w Mississaudze (19 marca 2006)
"Amatorzy" z Centrum
Kiedy zaprzęgnięci w codzienny kierat emigracyjnego życia znajdziemy
parę chwil dla siebie, to pierwsza myśl jest następująca: chcę odpocząć,
odprężyć się, zrelaksować i... włączmy telewizor.
Myślę, że nie jestem zbyt daleki w swych wyobrażeniach o sposobie
spędzania wolnego czasu przez moich rodaków, dlatego prawdziwym szokiem
było dla mnie odkrycie grupy entuzjastów, która swój wolny czas wypełnia
próbami i występami na teatralnej scenie. Prawie trzydziestu członków Grupy
Teatralnej przy Centrum Kultury im. Jana Pawła II pod wodzą Krzysztofa
Jaworskiego przedstawiło w ubiegłą niedzielę sztukę żyjącego w latach 1874-1945
krakowskiego aktora i reżysera Stefana Turskiego pt. "Krowoderskie zuchy".
Prawdziwi amatorzy Grupy Teatralnej (tylko kierownik trupy jest
z zawodu aktorem) stworzyli na deskach Polonijnego Centrum Kultury (PCK)
prawdziwy teatr. W odróżnieniu od importowanych sztuk z Polski, gdzie mizerna
scenografia każe lewitować widzom w wyobraźnię, aby wykreować sceniczny
świat, wodewil w reżyserii Krzysztofa Jaworskiego nasycony był teatralnymi
rekwizytami, które łatwiej pozwoliły nam przenieść się do czasów, gdy krakowscy
murarze nadawali ton kulturalnemu życiu Grodowi Kraka. To właśnie oni,
bezrobotni zimą (teraz każdy polonijny kontraktor wie, jak zabezpieczyć
miejsce pracy, gdy temperatura spadnie poniżej zera) zarabiali na życie
chodzeniem z szopką i śpiewaniem po mieszczańskich domach.
Trącąca już teraz myszką sztuka Turskiego (pamiętajmy, że powstała
ona przed I wojną) nadal świetnie oddaje krakowski folklor tamtej epoki.
Nie tylko folklor, w przystępny sposób przedstawia też poważne problemy,
które znamy chociażby ze świetnej sztuki Gabrieli Zapolskiej "Moralność
pani Dulskiej".
Perypetie pięciu braci Gzymsików posłużyły pisarzowi do potraktowania
z przymrużeniem oka przywar robociarskiej rodziny, która jednak stara się
choć część swoich co bardziej zdolnych członków wyedukować i "zrobić z
nich ludzi". Dorosłe dzieci krakowskiej przekupki handlującej jajami i
nie stroniącej od butelki głowy rodziny trzymają się razem, "bo w kupie
siła", a gdy najmłodszy z braci chce zostać profesorem i ożenić się z córką
radcy, to w swej niesforności czwórka urwipołciów pomaga mu w realizacji
marzeń.
Lekkość, z jaką Turski przedstawia poważne społeczne problemy,
podchwycił reżyser niedzielnego przedstawienia - Krzysztof Jaworski. Jest
to znana w naszym polonijnym środowisku persona. Założyciel kabaretu "Pod
Bańką", w 1996 roku zrezygnował z jego prowadzenia. Teraz pasją jest prowadzenie
amatorskiego teatru. Osobisty urok, teatralny kunszt i bogaty dorobek sceniczny
pozwoliły mu skrzyknąć sporą grupę miłośników Melpomeny. Członkowie Grupy
Teatralnej bawią się w teatr, ale traktują swą działalność całkiem poważnie,
dlatego efekt końcowy zachwyca - po prostu trudno uwierzyć, że osoby grające
w sztuce nie są zawodowymi tancerzami, śpiewakami czy aktorami. Forma wodewilu
pozwala na ujawnienie wszystkich walorów członków Grupy, unaocznia też
słabsze strony, ale tych naprawdę jest niewiele...
Aktorzy grają za darmo, co prawda bilety wstępu mają swą cenę,
ale dochód z ostatniego przedstawienia przeznaczony był na budowę kościoła
i centrum polonijnego w Brampton. Za ten gest bardzo dziękował o. Adam
Filas - proboszcz parafii, który zapewnił trupę, że będzie miała w Brampton
swą scenę.
Żal, że Polonia nie bardzo docenia trud, pasję i poświęcenie
członków Grupy Teatralnej i jej kierownika Krzysztofa Jaworskiego. Na niedzielnym
przedstawieniu naliczyłem zaledwie 150 osób na widowni. Ale ci, co przyszli,
nie żałowali - tak dobrze bawiących się ludzi dawno nie widziałem. Zachęcam
więc do śledzenia polonijnych inicjatyw i czynnego popierania tych, które
podkreślają nasz kulturowy dorobek. Choćby po to, by w epoce wielokulturowego
tygla nasz polski ryt miał w życiu kulturalnym Kanady także swój należny
mu udział.
"Goniec" dziękuje organizatorom przedstawienia za zaproszenie.
Jerzy Rosa - Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 1000
pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
|
"Legendary Hits" w wykonaniu Salonu Poezji,
Muzyki i Teatru z Toronto (8 marca 2006)
Legendy i przeboje
Tylko w środę i czwartek (8 i 9 marca) mieliśmy znowu okazję zobaczenia
na żywo widowiska teatralno-muzycznego "Legendary Hits" w wykonaniu torontońskiego
Salonu Poezji, Muzyki i Teatru. Za tą nieco przydługą nazwą kryje się grupa
entuzjastów pod wodzą Marii Nowotarskiej, która od 15 lat propaguje w Kanadzie
w środowisku polskim i kanadyjskim kulturę słowa. Salon - dla oszczędności
pozwolę sobie na ten skrót - przez wszystkie swe lata stworzył ponad
osiemdziesiąt przedstawień opartych na twórczości najlepszych polskich
poetów, pisarzy i kompozytorów.
Dlaczego poetów i pisarzy, to jasne - duża część członków Salonu
to aktorzy znani wcześniej z polskich scen, zanim znaleźli się w Kanadzie,
natomiast nurt muzyczny w osnowie działalności tej trupy teatralnej wynika
z faktu, iż zalążkiem całej inicjatywy było stworzone dokładnie przed dwoma
dekadami, w 1986 roku, Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Muzyczne. Pięć lat
później wspomniana już Maria Nowotarska, aktorka Teatru im. J. Słowackiego
w Krakowie, wyodrębnia z niego Salon Poezji, Muzyki i Teatru. Stąd
datuje się ścisła kooperacja Salonu z orkiestrą "Toronto Sinfonietta" pod
batutą Macieja Jaśkiewicza.
W obecnym sezonie trzon zespołu artystycznego stanowią (cytuję
za programem): Maria Nowotarska, Agata Pilitowska, Agata Hansen, Karolina
Ingleton, Małgorzata Maye, Kinga Mitrowska, Bernadeta Wróbel, Rafał Hołody,
Sławek Iwasiuk, Andrzej Pasadyn, Mirek Połatyński, Andrzej Słabiak, Rafał
Sokołowski i Filip Świrski. Dyrektorem organizacyjnym, od chwili powstania
Salonu, jest Jerzy Pilitowski.
"Legendary Hits" to nieco eksperymentalne przedstawienie w dorobku
Salonu - zmusza bowiem cały zespół zarówno do tańca, jak i śpiewu, a nie
każdemu z członków trupy te umiejętności są równie bliskie. Stąd miło słuchać
było wspaniałego głosu Kingi Mitrowskiej i z napięciem oglądać taneczne
figury w wykonaniu Agaty Hansen i Rafała Hołody - a więc te fragmenty sztuki,
gdzie każdy popisywał się swoim szczególnym talentem.
"Legendary Hits", jak dodano w programie: "najsłynniejsze światowe
przeboje filmowe i musicalowe", w swej lwiej części wykonywane były po
angielsku z gotowym podkładem muzycznym - żal, że nie z żywą muzyką - autentyczność
zawsze dodaje uroku. Docenić jednak trzeba entuzjazm najmłodszego narybku
zrzeszonego w Studiu Aktorskim Salonu (SAS), który przygotowuje do pracy
na scenie adeptów sztuki aktorskiej.
W środowy wieczór byłem na występie Salonu po raz pierwszy. Będąc
świadkiem jego trudu, kunsztu, sukcesów i małych potknięć - ciągle zadawałem
sobie pytanie: dlaczego ONI to robią, dlaczego IM się chce późnym wieczorem,
gdy większość ludzi po męczącym dniu myśli tylko o odpoczynku - ćwiczyć
i wkuwać role? I - dlaczego po 15 latach istnienia Salonu kilkudziesięciotysięczna
Polonia z rejonu Wielkiego Toronto reprezentowana jest przez kilkadziesiąt
osób na widowni?
Obserwując poczynania aktorów Salonu, ważąc ich wartość i możliwości,
zachciało mi się w pewnej chwili uczestniczenia w artystycznym wydarzeniu
na wzór Piwnicy pod Baranami czy Kabaretu Starszych Panów. Duch kabaretu
literackiego w Salonie zdaje się być żwawy - może wystarczy rzucić hasło,
by ujrzał światło ramp?
"Goniec" dziękuje współorganizatorowi widowiska Bogdanowi Łabęckiemu
za zaproszenie na spektakl "Legendary Hits".
Jerzy Rosa - Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu
1000 pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
|
III Polonijna Wystawa i Targi Numizmatyczno-Filatelistyczne
(5
marca 2006)
Historia w monetach
Polska to kraj, który jak żaden doświadczył wielkich strat. Z pożogi
dziejów udało się uratować jedynie strzępy naszej materialnej historii.
Dlatego dzisiaj z wielką pieczołowitością podchodzimy do wszystkich przedmiotów,
które świadczą o dawnej świetności państwa polskiego i uczą nas losów naszego
wielkiego Narodu. To właśnie patrząc na świadectwa przeszłości, możemy
sobie uświadomić, jak wielkiej spuścizny jesteśmy dziedzicami....
W niedzielę, 5 marca, w Polskim Ośrodku Kultury im. Jana Pawła II w
Mississaudze odbyły się trzecie już Polonijne Targi Numizmatyczno-Filatelistyczne.
Impreza ta cieszy się z roku na rok coraz większym zainteresowaniem,
i to nie tylko zamieszkałych w Kanadzie rodaków. Doskonale zorganizowana,
ma wysoką rangę również w środowisku ontaryjskich kolekcjonerów.
Organizatorem targów jest klub "Troyak", którego prezesem jest
obecnie Ignacy Kania - znany wielu, jako właściciel firmy Ignac Blacksmith.
Klub zrzesza miłośników numizmatyki, medalierstwa, falerystyki i
filatelistyki - profesjonalistów i amatorów.
Podczas targów prezentowana była m.in. wystawa znaczków upamiętniających
pontyfikat Papieża Jana Pawła II organizowana przez panów Roberta Owczarza
i Stanisława Korzepę. Niebawem, w dniach od 7 do 9 kwietnia, kolekcja
będzie wystawiana w Canadian National Exhibition Place, w Queen Elizabeth
Building.
W trakcie trwania niedzielnej imprezy poznać też można było osobiście
i porozmawiać z por. Stanisławem Milczyńskim, autorem świetnej książki
"Dziennik por. ?Gryfa= 1939-1945". Pan Milczyński zaprezentował też gablotę
z imponującym zbiorem odznaczeń i medali, którymi został nagrodzony.
Jak tłumaczy prezes "Troyaka", p. Ignacy Kania, chodzi przede
wszystkim o propagowanie polskiej historii! "To jest historia Polski w
monecie, znaczku i militariach! Mamy 1000-letnią historię! Ludzie muszą
wiedzieć, ile królów miała Polska, co ci królowie pokazali, jak budowali,
jakie monety wybili. Nic nie trafia tak do dziecka jak historia, przez
monetę, przez znaczek. Moje dzieci nie znałyby historii, gdyby nie monety
i znaczki w domu".
***
Pan Ignacy Kania zbiera monety i banknoty.
- Tam mamy monety sprzed 380 roku p.Ch, potem są 100, 200, 300
A.D., monety wszystkich królów polskich - aż do dzisiejszych czasów - pokazuje.
- Jest kompletne Powstanie Listopadowe, wszystkie monety, są wszystkie
z błędami z Powstania Listopadowego, ze złotym dukatem, który był bardzo
szybko wybity - wzięli wzór z dukata duńskiego, a orła polskiego przybili
na górze, bo się zgodziło tamto państwo. To są ciekawostki. Mam ciężarek
zrobiony specjalnie, aby ten złoty dukat ważyć, żeby inni nie podrabiali.
- Dużo jest na rynku podróbek?
- Zdarzają się falsyfikaty. Na przykład, podrabiają dużo monet
z getta łódzkiego. Mają oryginalne matryce...
Monety te były bite z aluminium z samolotu, który się rozbił
nad gettem, a próbne były z magnezu.
Wzór robili ze stopu aluminium i magnezu. Gdy władzom niemieckim
nie spodobał się wzór, to kazali to palić. Czyli te monety tutaj
zostały skradzione z getta, bo miały iść do zniszczenia. Ktoś ukradł kilka
sztuk. To jest bardzo cenne.
- Ile taka moneta kosztuje?
- Kiedyś były drogie, a w tej chwili jest cena amatorska, nie
ma ceny na nie.
Tu mam Powstanie Listopadowe, jak bili te monety, zrobili kilka
błędów. Na przykład, jak robili piątkę na obrzeżu pisali "Boże wspomóż
Polskę", to zrobili błąd. Tu jest złotówka papierowa, która była
w pudełku. Aby przetrwała pamięć o Powstaniu, zrobili szkatułkę.
Wykonana jest z drewna, pokryta czerwoną skórą, a napis złotymi literami
brzmi: "Stare wyrocznie Lecha niebo nam ogłasza, Polacy to nasz orzeł,
to ziemia jest nasza". Dwa takie oryginalne pudełka są tutaj, na terenie
Kanady. Jedno mam w domu.
Tutaj mam bardzo ciekawe banknoty, o, ten był zrobiony w Anglii
w 1939 roku. Nigdy nie weszły do obiegu, poszły do sejfu, a w 1951 roku
zostały komisyjnie spalone - 1000 pozostawiono dla kolekcjonerów. Tak że
obecnie średnia cena jest od 700 do 1000 euro, o ile w ogóle można kupić.
Andrzej Bartosiewicz, wiceprezes klubu: - Na wystawie gościmy
m.in. przedstawiciela Mennicy Polskiej, eksperta ds. handlowych p. Krzysztofa
Mikołajczaka, jest też Czesław Milczak, autor katalogu polskich pieniędzy
papierowych od 1794 roku. To najlepszy katalog wydany w Polsce. Wśród wystawców
mamy Janusza Parchimowicza, autora katalogu polskich pieniędzy papierowych
i monet. Mieszka w Szczecinie i jest honorowym członkiem naszego klubu.
- Kiedy klub powstał i kto go założył?
- Klub powstał około 4 lat temu, od trzech lat jest zarejestrowany
w Ontario Numismatic Association. Założycielami byli m.in.: Ignac Kania,
Janusz Machulec, Andrzej Szymański, Ignacy Bembenek i ja. Obecnie klub
liczy ponad 60 członków.
Niedawno otworzyliśmy nowy oddział filatelistyczny dla
młodzieży, tak że zapraszamy wszystkie dzieci, których rodzice chcą, aby
zostały kolekcjonerami.
- Ile takich klubów jest poza granicami Polski?
- Jest jeden w Chicago. Moim zdaniem, nasz jest jednym
z największych w Ameryce Północnej. Posiadamy własną stronę internetową
www.troyakclub.com, spotykamy się w każdą ostatnią niedzielę miesiąca w
Centrum Jana Pawła II.
Częścią wystawy są niezrealizowane projekty banknotów polskich
przywiezione z Warszawy przez p. Czesława Milczaka, projektowane przez
Andrzeja Heindricha, najlepszego w Europie projektanta banknotów, głównego
projektanta Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych w Warszawie od 1974
roku.
Projekty te pierwszy raz ujrzały światło dzienne na naszej wystawie.
To wszystko akwarela - malowana ręcznie małym pędzelkiem.
- Pan zbiera wyłącznie banknoty?
- Tu prezentuję jedną trzecią mojej kolekcji.
Na początku traktowałem to bardziej jako inwestycję, dzisiaj
jest to niesamowite przyzwyczajenie, człowiek rezygnuje ze wszystkiego,
bo jednak takie kolekcjonerstwo wymaga dużego poświęcenia i dużych pieniędzy.
Ceny banknotów poszły bardzo w górę - w Polsce czterokrotnie.
- Które banknoty są najcenniejsze?
- Banknoty Powstania Kościuszkowskiego to dzisiaj unikaty. Tu
prezentujemy Powstanie Listopadowe, jeden z najrzadszych banknotów, złotówka,
są też talary Księstwa Warszawskiego.
Mamy jeden z najdroższych banknotów, od 10 lat niespotykany na
żadnej aukcji, pięciotalarówka Księstwa Warszawskiego, do tego jeszcze
z najrzadszym podpisem, bo Potockiego, a było dziewięciu komisarzy, którzy
podpisywali banknoty.
Tutaj na przykład jest okres plebiscytu na Śląsku i Trzecie Powstanie
Śląskie. Skompletowałem to w ciągu roku, aby przypomnieć, co się działo.
Są też banknoty antypolskie.
- Czyli historia poznawana przez banknoty?
- Tak, to właśnie chcemy przedstawić ludziom młodym. Człowiek
wspaniale uczy się przy tym historii. Sam więcej się nauczyłem niż w szkole.
Czasem są daty, których w ogóle nie pamięta się z lat szkolnych.
Na przykład rok 1577, co może mówić? Ale jak zobaczymy monetę z oblężonego
Gdańska, to wiemy, że panował Batory, że oblegał Gdańsk, który chciał się
oderwać od Polski.
"Goniec" dziękuje organizatorom targów za zaproszenie i serdeczne
przyjęcie.
Andrzej Kumor
Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu
1000 pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
|
Jedno z najwyższych odznaczeń RP dla działacza
polonijnego z Toronto (1 marca 2006)
Order Odrodzenia Polski dla Mariana Fijała
W środę, 1 marca 2006 r., w Konsulacie RP w Toronto odbyło się
wręczenie jednego z najwyższych odznaczeń państwowych zasłużonemu działaczowi
polonijnemu, Marianowi Fijałowi. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski
przekazał w imieniu prezydenta RP konsul generalny Piotr Konowrocki.
Marian Fijał urodził się w 1921 r. w Zalesiu w województwie tarnopolskim.
Po ukończeniu Szkoły Podoficerów Piechoty w Śremie w 1939 r., brał udział
w kampanii wrześniowej. W 1940 r. deportowany na Syberię. W 1941 r. wstępuje
do formującego się w Uzbekistanie polskiego wojska. W 1942 r., przez Persję,
ewakuowany do Palestyny, gdzie został przydzielony do Karpackiego Pułku
Ułanów. W 1942 r. zgłasza się do lotnictwa polskiego w Anglii. Przydzielony
do Dywizjonu 304, brał udział w działaniach bojowych. Zdemobilizowany w
1948 r., wyjeżdża do Kanady. Awansowany na porucznika w 2003 r.
Od 1960 r. jest członkiem Związku Narodowego Polskiego w Toronto.
Był członkiem Komitetu Budowy Centrum Jana Pawła II w Mississaudze, największego
w Kanadzie polskiego domu. W latach 1992-1994 przewodniczył Radzie Kongresu
Polonii Kanadyjskiej. Pełnił liczne funkcje w organizacjach kombatanckich.
W latach 1986-1990 był prezesem Stowarzyszenia Lotników Polskich (SLP)
"Skrzydło Warszawa" w Toronto, od 1988 do 1990 przewodniczył Radzie Skrzydeł
SLP w Kanadzie.
W latach 1991 do 2003 pełnił funkcję prezesa Zarządu Głównego
Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Kanadzie, z siedzibą w Toronto. W
tym czasie koordynował organizację udziału polskich weteranów z Kanady
w rocznicowych uroczystościach pod Monte Cassino w 1994 i 1999 r. Dzięki
dotacji przyznanej przez rząd Kanady (180 tys. CAD) ZG SPK przygotował
w 1994 r. wystawę "Za waszą wolność i naszą", otwartą w 50. rocznicę zdobycia
Monte Cassino. Wystawa odwiedziła większe miasta Kanady. Współorganizował
powstanie przy ZG SPK Komitetu Pomocy Polakom na Wschodzie. W ciągu ostatnich
dziesięciu lat Komitet przekazał ponad 100 tys. CAD na Wschód. W 1998 r.
ZG SPK zorganizował zbiórkę dla powodzian w Polsce, przekazano 48 tys.
CAD.
W czasie prezesury M. Fijała ZG SPK intensywnie wspierał polskie
starania o przystąpienie do NATO, wysyłając do rządu Kanady informacje
i petycje. Od lat reprezentuje polskich weteranów na zebraniach kanadyjskiej
Krajowej Rady Weteranów i Byłych Lotników. Utrzymywał bliski kontakt z
polskimi oficerami przebywającymi na kursach j. angielskiego w Camp Borden
w Ontario. Był kandydatem ZG SPK na prezesa ZG Kongresu Polonii Kanadyjskiej
podczas ostatniego zjazdu w Vancouver, w 2004 roku.
Bardzo szanowany, zasłużony dla Polonii i dla spraw polskich,
został uhonorowany licznymi odznaczeniami kanadyjskimi, w tym odznaczeniem
Senatu Kanady za 30 lat pracy społecznej i Medalem Złotego Jubileuszu Królowej
Elżbiety II. Posiada liczne odznaczenia wojenne i wojskowe polskie, brytyjskie
i kanadyjskie.
Order Odrodzenia Polski, Polonia Restituta - jedno z najwyższych
polskich odznaczeń cywilnych, nadawany jest za wybitne osiągnięcia na polu
oświaty, nauki, kultury, sztuki, gospodarki, obronności kraju, działalności
społecznej, służby państwowej oraz rozwijania dobrych stosunków z innymi
krajami. Ustanowiony został dekretem Naczelnika Państwa z 4 lutego 1921.
***
Ceremonii wręczania orderu Marianowi Fijałowi towarzyszyła najbliższa
rodzina, kombatanci oraz przedstawiciele niektórych polonijnych mediów.
Główny bohater uroczystości starannie ukrywał wzruszenie, choć raz załamał
Mu się głos. Ten 85-letni, pełen życiowej werwy mężczyzna może być przykładem
dla nowych pokoleń imigrantów, jak godnie żyć, jak służyć Polsce i Kanadzie,
jak wychowywać swe dzieci i wnuki. Te bowiem, mimo iż urodzone już na obczyźnie,
świetnie władają polskim językiem. Żywa polskość w trzecim pokoleniu zamieszkującym
Kanadę to prawdziwy ewenement! Poprosiliśmy pana Mariana o spotkanie w
rodzinnym gronie i już wkrótce zaprezentujemy na łamach "Gońca" reportaż
z tego wydarzenia.
W środowy wieczór wyjątkowo przejęty był również konsul Piotr
Konowrocki - okazało się, że order, który wręczył Marianowi Fijałowi, był
najwyższym odznaczeniem, które przekazywał w swej dyplomatycznej karierze.
Nieco w cieniu uroczystości wręczania Krzyża Komandorskiego Orderu
Odrodzenia Polski odbyło się odznaczenie Weroniki R. Wiktorczyk Krzyżem
Zesłańców Sybiru. Pani W. Wiktorczyk została wywieziona do ZSRS
10 lutego 1940 r. Zdołała uciec z obozu i wraz z czterema braćmi dołączyć
do formującego się Wojska Polskiego. Ewakuowana do Pahlewi k. Teheranu
w 1942 r. Po leczeniu w Palestynie wyjechała do Anglii, gdzie wstąpiła
do lotnictwa. Po demobilizacji w 1951 r. wyjechała do Kanady.
"Goniec" gratuluje zasłużonym Polakom odznaczeń i dziękuje Konsulatowi
RP za zaproszenie na uroczystość.
Andrzej Kumor, Jerzy Rosa
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu
1000 pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
Lato w środku zimy
(12 lutego 2006 )
Ogrody Botaniczne przy skrzyżowaniu Lawrence Ave. i Leslie St. w Toronto
są popularnym miejscem spotkań miłośników pięknych kwiatów. Działa tu organizacja
Southern Ontario Orchid Society zrzeszająca amatorów tych ozdobnych roślin,
która raz w roku, w środku zimy, prezentuje storczyki wyhodowane przez
członków organizacji. Ponieważ liczba kwiatów na ostatniej wystawie była
imponująca, można domyślać się, że i liczba miłośników orchidei w Toronto
i jego okolicach jest równie spora... Ale o tym za chwilę.
W ostatni weekend na terenie Toronto Botanical Garden odbył się
właśnie taki pokaz. Wydawać się by mogło, że wystawy jednego gatunku kwiatów
są nudne, bo jak długo można się zachwycać właśnie jednym rodzajem roślin.
Tak może myśleć jednak tylko ktoś, kto nic nie wie o storczykach. Te egzotyczne
kwiaty wywołują prawdziwe zdumienie bogactwem form i barw. Od drobnych,
prawie mikroskopijnych kwiatków - po majestatyczne kwiatostany o wysublimowanych
kształtach.
Dzięki nadzwyczajnej propagatorskiej aktywności p. Henryka Główki,
prawdziwego fanatyka tych egzotycznych roślin, wiadomość o wystawie dotarła
do Polonii zamieszkującej teren Wielkiego Ontario. Zamieszczane m.in. w
naszym "Gońcu" artykuły o storczykach oraz anonse o wystawie wywołały taki
skutek, że większość zwiedzających ekspozycję stanowili nasi rodacy. Drugą
wielką, wyróżniającą grupę tworzyli Chińczycy i Koreańczycy, ale tu już
nie ma nic dziwnego, ponieważ tradycje hodowli storczyków bardzo
mocno zakorzenione są właśnie u tych nacji.
W niedzielne popołudnie, 12 lutego, na olbrzymim parkingu przed
wystawowym budynkiem długo trzeba było krążyć, aby wreszcie znaleźć jakieś
wolne miejsce. Po "opieczętowaniu się" (z taką pieczątką na przegubie ręki,
można było swobodnie poruszać się po różnych pomieszczeniach wystawowych)
wchodzimy do przestronnej sali, gdzie odbywał się główny pokaz kwiatów.
W pomieszczeniu jest gorąco, setki ludzi, większość wyposażona w aparaty
fotograficzne. Niektórzy przybliżają do kwiatów telefony z kamerą, relacjonując
na gorąco swe wrażenia.
Poszczególne stanowiska, gdzie eksponowane są kwiaty, zadziwiają
pomysłowością. Orchidee świetnie prezentują się na surowym tle grubo
ociosanych kamieni, spróchniałych pni. Nie wystarczy raz okrążyć sali -
większość wraca teraz do swych faworytów, przepisuje nazwy, fotografuje,
pyta przewodników wystawy o szczegóły...
Storczyki są piękne, ale są też niezwykle wymagające, dlatego
ich hodowla dostarcza więcej satysfakcji niż uprawa innych ozdobnych roślin.
Podobno bardzo wielu naszych rodaczek i rodaków posiada na tym polu liczące
się sukcesy - może więc połączyć siły i stworzyć polską grupę hodowców
tych egzotycznych kwiatów?
Jerzy Rosa Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 1000
pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
III Polonijne Targi Ślubne (29
stycznia 2006 )
W ostatni styczniowy weekend już po raz
trzeci odbyły się w Mississaudze Polonijne Targi Ślubne. Ich stałym organizatorem
jest Kanadyjsko-Polskie Stowarzyszenie ProArte pod wodzą niestrudzonej
p. Jagi. W przepięknie udekorowanych balowych salach swe ekspozycje wystawiło
ponad 50 polonijnych biznesów zajmujących się organizowaniem weselnych
przyjęć oraz szyciem ślubnych kreacji. Korzystając z okazji, swe stoiska
miały również agencje sprzedaży domów, specjaliści od finansów, fotograficy,
sprzedawcy obuwia i biżuterii. Odbyły się dwa pokazy mody ślubnej; modelkami
były polskie dziewczęta. W trakcie wystawy swe możliwości wyśpiewał zespół
Zig-Zag, a smaczne kanapki oraz ciasto bezpłatnie oferował sklep Eddie's
Meat z Mississaugi.
"Goniec" dziękuje organizatorom Targów
Ślubnych za zaproszenie. (J.R.)
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 1000
pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
Jubileuszowa ozdoba (28
stycznia 2006 )
Niezwykle miłą niespodzianką był występ zespołu
"Stella Polonia" w trakcie dorocznego bankietu Klubu 1000 im. Jana Pawła
II połączonego z jubileuszem 60-lecia powstania polskiej kasy kredytowej
Credit Union. Wspólna uroczystość odbyła się w sobotę, 28 stycznia, w salach
Pearson Convention Centre w Brampton.
Zapowiadaną atrakcją wieczoru był co prawda
występ piosenkarza z Polski Andrzeja Rosiewicza, ale pojawienie się na
sali księdza Mirosława Frankowskiego rozbudziło nadzieję, że nie przyjechał
on ze Scarborough sam... Gdy zaanonsował, iż istotnie jest z nim cały zespół,
który za chwilę wykona kilka tańców i pieśni ludowych - oklaski zatrzęsły
kryształowymi żyrandolami. Jeszcze bardziej dźwięczały one po koncercie,
kiedy owacjom nie było końca, bo kunszt wykonania trudnych tanecznych układów,
bogactwo ludowych strojów oraz młodzieńczy entuzjazm i uroda podobały się
wszystkim.
Występ przyparafialnego zespołu pieśni
i tańca "Stella Polonia" w trakcie uroczystości w Brampton powinien ułatwić
niektórym polskim biznesmenom podjęcie decyzji o sponsorowaniu polonijnej
działalności kulturalnej. Jeśli trochę pomoże się naszej młodzieży, jeśli
wesprze się jej entuzjazm, choćby poprzez zorganizowanie (sfinansowanie)
występów - to skończą się narzekania, że młode pokolenie unika polskości,
że jej nie kultywuje.
(A.K., J.R.)
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 1000
pix (po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
|
Harper = NADZIEJA (20
stycznia 2006 )
20 stycznia, na trzy dni przed federalnymi wyborami, w podtorontońskiej
Oshawie odbyło się spotkanie - jeszcze wówczas kandydata na premiera Kanady
- Stephena Harpera z wyborcami. Było to jedno z dziesiątek, a może nawet
i setek podobnych przedwyborczych mityngów, ale to miało wyraźny i mocny
polski akcent: odbyło się w polskim Domu Kombatanta Sikorski Hall, a przed
oficjalnym spotkaniem kombatanci zrzeszeni w General W. Sikorski Polish
Veterans Association gościli lidera konserwatystów chwilę u siebie.
Każdy, komu się marzy uczestniczenie w życiu publicznym Kanady,
powinien poznać, jak się to robi. Biadolenia, że w 306-osobowym kanadyjskim
parlamencie nie mamy żadnej reprezentacji, choć stanowimy ileś tam procent
mieszkańców Kraju Klonowego Liścia, nic tu nie zmienią. Proponuję, aby
zanim zaczniemy znowu narzekać, przypatrzyć się z bliska wyborczej machinie.
Póki nie mamy swego ziomka-kandydata na posła, warto wziąć udział w spotkaniach
z popieranymi przez nas kandydatami innych nacji, ale reprezentujących
nasze polityczne przekonania. Dobrze, gdy można takiemu zebraniu nadać
polski akcent - wtedy w świat idzie informacja, że nasza społeczność nie
jest bierna, że warto zabiegać o jej względy; politycy bowiem w okresie
wyborów potrzebują naszych głosów i akceptacji jak ryba wody.
Wszystkie te czynniki można było zaobserwować w czasie przedwyborczego,
piątkowego mityngu w Oshawie. Spotkanie zaaranżował konserwatywny działacz
Krzysztof Kluczewski. Postanowiono zaprosić na nie lidera partii oraz konserwatywnych
kandydatów na posłów z okręgu. Wybór miejsca zebrania (General W. Sikorski
Polish Veterans Association Hall) był również ważny, bo w rejonie Oshawy
mieszka bardzo dużo Polaków, więc natychmiast został zaakceptowany przez
sztab Harpera.
W piątkowy wieczór przebijaliśmy się więc na wschód aglomeracji
przez zatłoczone samochodami miasto. Nasze redakcyjne auto prowadził Andrzej
Kumor, znający Toronto od podszewki, dlatego po kilku skrótach i objazdach
najbardziej newralgicznych miejsc, do Oshawy dotarliśmy tylko z 15-minutowym
opóźnieniem. Okolica, w której usytuowany jest Sikorski Hall (1551 Stevenson
Rd N), przypominała 5. Aleję w Nowym Jorku - ze wszystkich stron zjeżdżające
się samochody blokowały wjazd do uliczki wiodącej do polskiego Domu Kombatanta.
Żadnej policji regulującej ruch. Po kilkuminutowym bezruchu zjeżdżamy na
parking przy restauracji Mandarin i maszerujemy wzdłuż sunących powoli
aut w kierunku miejsca, gdzie przybył przed chwilą Stephen Harper.
W hali, wypełnionej po brzegi wyborcami, w oczy rzucają się polskie
akcenty: na honorowym miejscu nasze godło - Orzeł Biały, a obok biało-czerwona
flaga. Towarzyszy jej - również biało-czerwona, z klonowym liściem. Ponad
tysiąc ludzi, większość stoi, w rękach niebieskie plakaty z wyborczymi
hasłami konserwatystów. Mała scena oświetlona jaskrawymi światłami jupiterów.
Tu już wszystko jest niebieskie; dzieci, młodzież, kobiety i mężczyźni
przebrani w niebieskie koszulki z napisem "Harper" i partyjnym logo.
Udaje się nam przekonać porządkowych, że reprezentujemy etniczną
prasę - dostajemy znaczki "MEDIA" i zajmujemy strategiczną pozycję w pobliżu
mównicy. Po chwili pojawia się przy niej kandydat na posła z okręgu Whitby-Oshawa
Jim Flaherty, anonsujący wejście na salę przyszłego premiera Kanady. W
tej chwili robi się ciasno od panów (jest też jedna pani asystująca żonie
Stephena Harpera) z osobistej ochrony. Nie ma jednak problemów z dotarciem
do głównego bohatera piątkowej uroczystości. Przechodzi wzdłuż szpaleru
ludzi, ściska wyciągnięte dłonie, błyskają flesze aparatów, szumią filmujące
to wydarzenie kamery. Czujne oczy obstawy starają się wyłuskać z tłumu
jakiegoś zamachowca, ale wśród wiwatujących na cześć przywódcy konserwatystów
zgromadzonych w polskim Domu Kombatanta nie ma nikogo, kto źle by mu dziś
życzył.
Rozpoczyna się okolicznościowe przemówienie przerywane co chwila
spontanicznymi okrzykami "Harper", "Harper"! Atmosfera na sali jest naładowana
entuzjazmem. Przyszły premier wspomina, że na farmie jego dziadków w Nowej
Szkocji w czasie II wojny światowej ćwiczyli polscy żołnierze przed udaniem
się do Europy. Dziękuje polskim kombatantom za ich waleczną postawę
w czasie ostatniej wojny. Huczą oklaski...
Po chwili prezentacja kandydatów na posłów ze wschodniego regionu
GTA. Jeszcze kilka zdań i pożegnanie. Gasną światła rampy, Harper ściska
las wyciągniętych dłoni, bierze na ręce małe dziecko - to zdjęcie obiega
w sobotę całą Kanadę...
Ludzie opuszczają halę, dopiero teraz widać (słychać), jak dużo
było tu Polaków. Zewsząd bowiem dociera do nas polska mowa. Kobieta za
mną głośno stwierdza: pójdę głosować na konserwatystów, oni na pewno nam
pomogą... w nich cała nadzieja.
Idziemy w kierunku parkingu, pozostawienie tam auta było dobrym
pomysłem, bo wąska droga wiodąca do głównej zablokowana jest na amen. Kilka
razy doganiamy autobus uwożący Harpera i jego wyborczy sztab. W godzinę
później jesteśmy już w naszej redakcji w Mississaudze.
Przedwyborcze spotkanie w Oshawie było doskonałym sposobem
zaprezentowania naszych polonijnych możliwości. Zaowocowało również obficie,
bo z regionu Whitby-Oshawa wybrano do parlamentu konserwatywnego posła
Jima Flaherty'ego i nasze głosy nie poszły na marne jak w Toronto, które
całe opanowane jest przez zwolenników czerwonych liberałów i socjalistyczne
NDP.
Jako grupa etniczna wyciągnijmy z tych wyborów jakąś naukę. Przede
wszystkim zacznijmy być aktywni na najniższym szczeblu - zgłośmy się do
sztabu wyborczego jako wolontariusze gotowi roznosić ulotki, instalować
plakaty wyborcze, a potem je usuwać. Z biegiem czasu wyłoni się wśród takiej
grupy lider, który zyska uznanie posła i może zostać przez niego wyznaczony
na swego następcę. Jest to proces długotrwały, ale skuteczny.
Czy można inaczej? - Można! Można tak, jak postąpili w tych wyborach
Kanadyjczycy arabskiego pochodzenia z Mississaugi, którzy przeforsowali
swego kandydata Omara Alghabra. Choć zajmował on w tej społeczności stanowisko
prezesa organizacji Canadian Arab Federation (taki arabski odpowiednik
polonijnego KPK), to w polityce jest zupełnym żółtodziobem, co podkreślał
w swych rozlicznych wywiadach.
Arabscy biznesmeni z Mississaugi poparli jego kandydaturę na
liberalnego posła w miejsce nie startującej do wyborów Carolyn Parrish
i po nominacji został on łatwo zwycięzcą z regionu Erindale z liczbą głosów
26.833. Nie trzeba dodawać, że znaczącym odsetkiem mieszkańców w tym regionie
są Arabowie, którzy gremialnie ruszyli 23 stycznia do wyborczych urn.
Czy Polacy z Mississaugi mogliby przeforsować swego kandydata,
np. prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej?
Pytanie to pozostawiam bez próby odpowiedzi, wspomnę tylko, że
w tej chwili mamy w tej organizacji reprezentującej interesy Polonii przed
rządem kanadyjskim głęboki podział i dwóch zwalczających się prezesów.
Jerzy Rosa
Mississauga
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 1000 pix
(po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
***
Rodzinny Opłatek (14
stycznia 2006 )
Opłatek Rodziny Radia Maryja w Toronto ma wieloletnią tradycję. Wiele
razy swą obecnością zaszczycał tutejszych słuchaczy o. Tadeusz Rydzyk.
Tym razem dyrektora radia nie było, przyjechał natomiast prowincjał polski
zakonu redemptorystów o. Zdzisław Klafka oraz o. Jan Król.Toruńskie radio
ma w Kanadzie liczną i wierną rzeszę słuchaczy, co widać m.in. po telefonach
do radia. W Polsce niektóre media tworzą wokół Radia Maryja atmosferę podejrzliwości
i niechęci, tutaj, w Kanadzie, działalność ojców redemptorystów na niwie
środków przekazu jest przez Polaków doceniana i wspierana.
Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (Redemptoryści, skrót
łaciński: CSsR) założył 9 listopada 1732 roku w Italii św. Alfons Maria
Liguori (1696-1787), w celu niesienia pomocy religijnej ludziom najbardziej
zaniedbanym duchowo, a szczególnie ubogim.
Opłatek Rodziny Radia Maryja odbył się w sobotę, 14 stycznia,
w sali parafialnej kościoła p.w. św. Kazimierza przy Roncesvalles Ave.
w Toronto. Oprócz zaproszonych ojców redemptorystów, przy honorowym stole
zasiadali księża z parafii św. Kazimierza z proboszczem Alfredem Grzempą
oraz przedstawiciele polskiej parafii ze Scarborough z proboszczem Stanisławem
Rakiejem. Na Opłatek przybyło ponad 500 osób - członków i sympatyków Rodziny
Radia Maryja.
Na program artystyczny sobotniego Opłatka złożyły się m.in. występy
siedmioletniej Julii Dębowskiej, której na gitarze akompaniował ojciec
Zbigniew. Julia jest laureatką konkursu Fundacji Reymonta.
"Goniec" dziękuje organizatorom Opłatka za zaproszenie.
A.K., J.R.
Zdjęcia w formacie 150 pix po kliknięciu 700 pix
(po większy format ponad 3000 pix proszę wysłać e-mail)
|